Fragment "Nagiego lunchu"


"Ale nie ma gorszej nudy niż w Stanach. Nie wiadomo, skąd się bierze. Jeden z barów na końcu podejrzanej ulicy - każda ulica ma własny bar, aptekę, sklep z alkoholem. Wchodzisz do środka i nuda wali cię po gębie. Tylko skąd się bierze? Co jest jej źródłem?

Nie barman, nie klienci, nie stołki pokryte kremowym plastikiem, nie przyćmiony neon. Nawet nie telewizor.

A nałóg narastał wraz z nudą: braliśmy coraz więcej, żeby wytrzymać.

A na dodatek kończył nam się browar. W końcu utknęliśmy w nędznym miasteczku, pijąc syrop od kaszlu. Wyrzygaliśmy syrop i jechaliśmy coraz dalej - zimny wiosenny wiatr świszczał wokół naszych spoconych, dygocących ciał: kiedy kończy się towar, zawsze pojawia się zimno... Naprzód przez nagi pejzaż, zdechłe pancerniki na szosie, sępy z bagnami, karpy cyprysów. Motele ze ścianami z dykty, piece gazowe, cienkie różowe koce.

Wędrowni skubacze i ćpuni wykończyli kruków Teksasu..."

  • Autor notki: Leszek Onak
  • 22 stycznia 2013, 19:21:51
  • Podoba mi się!
  • Komentarze: 2

Podoba się (0)

Komentarze (2)

  • "Zabawne", wczoraj zacząłem podczytywać.

  • Po latach powtarzam lekturę. Kłująca i - równocześnie - łaskocząca opowieść. Możnaby na jej podstawie stworzyć trzy odrębne adaptacje (powstała tylko jedna).

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się